sobota, 15 kwietnia 2017

2 latka

Witajcie :)

Wczoraj mój maleńki człowieczek skończył 2 LATKA :)
Dosłownie nie wiem kiedy to zleciało, jak ten czas pędzi...
Dopiero co się urodził a już chodzi, złości się śmieje i wszędzie go pełno :)

Wszystkiego Najlepszego Kochanie !! :)

piątek, 24 marca 2017

Po wizycie u neurologa

Witajcie :)

Dziś mieliśmy długo wyczekiwaną wizytę u neurologa dziecięcego. Bałam się jej i to bardzo ale nawet nie było tak źle, widać nie taki diabeł straszny...

Skierowanie mieliśmy już dawno ale kilka miesięcy temu coś nam wypadło i nie dotarliśmy. I tak badanie było nie pełne bo mój mały panicznie się boi każdego lekarza i zaczyna wpadać w histerię. Ale w sumie wg lekarki jest ok, mamy kontynuować nadal poradnię rehabilitacyjną. Coś jej nie pasowało w pomiarze głowy że niby za duża do reszty ciała ale jak spojrzała w te swoje neurologiczne tabelki to niby że jest ok. 

Chodzimy już samodzielnie choć jeszcze upadki się czasami bardzo rzadko zdarzają. co do budzenia nocnego to jeszcze różnie z tym jest, jest że prześpi całą noc a czasami się zerwie nie wiadomo z czego i płacze i nie chce się w ogóle położyć. sama nie wiem od czego to zależne. 
ja nadal na razie nie pracuję z kasą jest krucho, papierosy rzuciłam żebym na czymś zaoszczędzić, ale z kolei zrobiłam się cholernie nerwowa i to nie tylko przez to...

To by było dziś na tyle trza mi zadzwonić i zamówić tort to mój mały mężczyzna w kwietniu kończy całe DWA lata. 

pozdrawiam
Dana

wtorek, 17 stycznia 2017

Matka znerwicowana...,

Witajcie 

Matka jest znerwicowana, zmęczona iż bolacym żołądkiem powód praca. Zrozumiałam ze jednak podjęłam zła decyzję idąc na etat do pracy, prawda mam cholernie blisko ale moje dziecko od jakiegoś czasu budzi siew nocy i wpada w histerie. Bo mama jest z za chwile znika na kilka ładnych godzin I wraca kiedy mały śpi.  Błędne koło, dziecko płacze wnocy, nie chce iść do mnie na ręce ja płacze przez niego i tak się nakręcamy.  Podjęłam decyzję teraz jestem na L4 ale w tym miesiącu kończy mi się umowa zostaje bezrobotna szkoda mi małego kiedy widzę ze nie jest jeszcze gotowy na rozstanie ze mną na tyle żeby zrozumiał ze mama mimo że wychodzi to wróci i niezniknie mu całkiem.  Dodam że w tym miesiącu mam 14 popoludniowek co uważam za nienormalne prźy małym dziecku żeby mnie ciągle nie było.  Od wczoraj od kiedy siedzę w domu przyznam się ze udaje mi się go ululac do spania, naprawdę jestem z tego dumna bo przez ostatnie tygodnie jak tylko się zbliżała do łóżka żeby go położyć to tylko płakał i wolał moja mamę i męża niż mnie. 

Trzymajcie kciuki żeby wszystko się ułożyło ☺

poniedziałek, 26 grudnia 2016

ŚWIĘTA, ŚWIĘTA I PO ŚWIĘTACH...

Witajcie :)

To będzie raczej ostatnia notka w tym roku oraz na tym blogu, ponieważ nie mam już siły na pisanie w kółko tego samego, tego jak mi się wszystko wali... wasze święta zapewne mijają Wam w spokojnej rodzinnej atmosferze, niestety u mnie nie ma dnia bez kłótni. Debilnie się łudziłam że ten magiczny czas minie fajnie i spokojnie, ale niestety, kłótnie były nawet w wigilię. Zresztą jak się dowiedziałam od własnego męża wszystko jest przeze mnie. Przeze mnie pije, prze zemnie wczoraj wyszedł koło 17 i wrócił koło północy, przeze mnie młody nie chce iść do mnie na ręce tylko do tatusia bo ja nie mam podejścia do dzieci ( jak się dziś dowiedziałam). Całe święta przeryczałam. Naprawdę nie mam już siły ani chęci do niczego, do życia też. Wszystko pomału mi się wali po kolei.
Może któraś z was ma jakiś pomysł żeby powróciła mi radość i chęć???

piątek, 18 listopada 2016

Po wizycie u rehabilitanta


Witajcie :)
Jak zapewne mówi tytuł wczoraj mieliśmy wizytę rehabilitanta, ćwiczenia były zapisane już dawno temu ale w związku z brakiem terminów mieliśmy chodzić dopiero teraz. zadzwoniła pani i oznajmiła że jest miejsce dwa razy w tygodniu. Niestety w tym momencie to nie wchodzi w rachubę ponieważ od kiedy pracuję nie mam tak czasu, więc umówiłam z nią prywatnie. Ćwiczenia nawet nie są takie skomplikowane, mamy ćwiczyć codziennie przez około 20 min. Pierwsze spotkanie mojego dziecka z nią to był dosłownie dramat. Młody płakał i histeryzował całe 30 min jak z nim ćwiczyła. Sama doszła do wniosku że moje dziecko jest za bardzo wystraszone i płaczliwe i że się nawet by nie nadawało żebym z nim jeździła na gimnastykę do niej. Ale pomału co już umiemy:
- mamy problem z podniesie się do stania
- postawiony idzie wzdłuż mebli czy łóżka
- sam się pcha żeby stać i iść
Tak więc po wczorajszej rozmowie z panią, młody około miesiąca powinien już chodzić :)

niedziela, 6 listopada 2016

Matka w pracy

Witajcie :)

Jak już ostatnio wspomniałam wracam do pracy, bynajmniej nie robię tego dla przyjemności czy ucieczki z domu ale z oczywistych względów typu brak pieniędzy. Może nie każda z Was ma ten problem gdyż zapewne wasi mężowie was i wasze dzieci utrzymują, mój niestety NIE. Od trzech miesięcy nie dokłada się do opłat ani nie daje mi kasy na dziecko. Jego zakup ogranicza się do puszki mleka i paczki pieluch i to ma mi wystarczyć na cały miesiąc. Już nie wspomnę że przecież dzieciak w wieku Sebastiana je jeszcze śniadania, obiady, podwieczorki, przekąski no i kolacje i samo mleko to nic. No więc nie miałam innego wyjścia jak zostawić dziecko pod opieką mojej mamy i pracować. Trzy dni już za mną, nawet nie było tak źle, zimno bo na wędlinach jest chłodno, ręce trochę bolą od krajalnicy ale daję radę :) Ale co najważniejsze do roboty mam 5 minut :) 

Co tu więcej, Sebastian jak na razie ma tylko jedną czwórkę, cały czas śmiga na tyłku po całym domu, stara się podnosić do stania choć nie zawsze mu to wychodzi ale postawiony przy łóżku przejdzie sam wzdłuż całej wersalki czy swojego łóżeczka. wczoraj zobaczyłam nawet że trzymany pod pachy szedł z jednego pokoju do drugiego :) 

O moim mężu nie będę nic wspominać bo zwyczajnie nie ma co. Codziennie są piwa, dwa czasami trzy i awantury. Tak kłótnie są na porządku dziennym. Mnie by nawet nie przyszło przez gardło takie słowa jakie wczoraj powiedział i zachował się do mojej matki. Po prostu z dnia na dzień jest gorzej, nie wiem co mam robić. Chciałabym żeby się wyprowadził ale widać to też nie wchodzi w rachubę, ponieważ jak mi kiedyś powiedział jego trzyma tu dziecko i jeśli odejdzie to razem z nim. Wyobrażacie to sobie co czuję w takim przypadku?? Doradźcie coś co robić albo jak z tym walczyć bo brakuje mi sił, dodam że jestem nerwowa i Sebastian też to odczuwa na swój sposób.

piątek, 21 października 2016

I kolejna rocznica...

Witajcie:)
Wczoraj minęła kolejna rocznica tym razem mojego małżeństwa. szkoda gadać z roku na rok jest gorzej, mniej się dogadujemy a coraz więcej kłócimy... Tak tak teraz wygląda moje życie. Każdego dnia się zastanawiam po co właściwie wychodziłam za mąż, czy tylko po to żeby nie być samą, nie być singielką, żeby pokazać że ja też mam, znalazłam i mogę być szczęśliwa. Jak widać głupio myślałam ale cóż stało się i mam teraz to co mam. Wczorajszy dzień też oczywiście zakończył się kłótnią i wieloma niemiłymi tekstami. Jedyne co non stop słyszę to że ze mną się nic nie da, nie da się rozmawiać nie da się nigdzie wyjść itp. tylko czy aby na pewno tylko ze mną? Czy tylko we wszystkim jest tylko i wyłącznie moja wina? Otóż widocznie nie i jeszcze raz nie. Kiedyś jeszcze gdzieś razem wychodziliśmy teraz wychodzę sama i zresztą dobrze mi z tym. Jak mam iść do knajpy to chyba tylko po to żeby mój mąż wypił kolejne piwko a później ja i młody mamy to wdychać. 
jak już kiedyś pisałam, mieszkamy z moją mamą, od trzech miesięcy mój małżonek nie dołożył się do żadnych opłat, zwyczajnie nie daje nic. Pytanie czy nie ma czy nie chce dać kończy się tekstem "no i dobra". Na dziecko też mi nie daje bo i po co. czasami coś kupi i widać wg niego to ma wystarczyć. Dobra koniec o nim bo to strata moich nerwów i czasu. 

Dostałam pracę, niestety na cały etat, wracam do Carrefoura, przynajmniej się odbiję z kasą, skoro własny mąż nie potrafi utrzymać rodziny więc cóż niestety będę zmuszona pracować ale przynajmniej będę miała kasę dla siebie i dziecka. W końcu Sebastian już nie jest taki malutki więc może nie będzie tak ciężko :)

Ostatnio przechodziliśmy koszmarną gorączkę chyba przy zębach. Dla mnie to było straszne, rano z ni z tego ni z owego dostał lekkich drgawek a później gorączka zaczęła rosnąć, podałam paracetamol który za chwilę zwymiotował. Wieczorem znów się powtórzyło podałam ibufen po nim gorączka spadła. Jeszcze nigdy się tak nie bałam o niego jak w ten dzień, leżał taki biedny, gorący... na drugi dzień przyjechała lekarka z którą zresztą byłam cały czas w kontakcie, przepisała przeciwbólowe, psikadło do gardła i żel na zęby to lada dzień powinna się przebić ta czwórka, Coś strasznie długo się przebija ten ząb bo go jak na razie do dnia dzisiejszego nie ma...

A na koniec, może nazwiecie mnie wredną babą ale od kilku dni moje dziecko śpi na łóżku ze mną, wywalił tatusia na dywan :) ja tam wcale nie żałuje nie wiem co sobie w ten sposób o mnie tylko pomyślicie ...